Kiedyś, dawno temu, pisałam już o tym, jak zresetować mózg po ciężkim dniu. Czasami to jednak nie wystarcza. Czasami potrzebne jest coś o większej skali.

Generalny reset, zaczęcie od nowa, zmiana kierunku.

Mam tak raz na kilka miesięcy, czasem częściej, czasem rzadziej. Nie zawsze od razu uświadamiam sobie, że to o *to* chodzi. Zdarza mi się tygodniami chodzić z silnym poczuciem, że coś mi nie gra, ale bez wiedzy, jak to naprawić. Tak najczęściej bywa, gdy tkwię w niekończącym się wirze obowiązków lub wręcz przeciwnie: w stagnacji i apatii. Powoli uczę się wyłapywać to znacznie szybciej. Ten post ma natomiast zebrać w jedną całość to, co wiem, że w takim momentach pomaga.

Gdy jeszcze chodziłam do szkoły, takim momentem zawsze były dla mnie letnie wakacje. Mogłam zupełnie zmienić tryb życia. Odnaleźć się na nowo i zgromadzić energię.

Na początek: posprzątaj

Nawet jeśli masz umiarkowany porządek. Wyczyść przestrzeń wokół siebie. Przejrzyj swoje rzeczy i zdecyduj, których z nich naprawdę potrzebujesz. Sprzedaj/oddaj resztę. Ciesz się zorganizowaną przestrzenią. Wyczyść też laptopa, wszystkie zapomniane foldery. Przejrzyj zdjęcia, usuń szesnaście takich samych. Wyczyść maile. Usuń zbędne zakładki w przeglądarce i niepotrzebne aplikacje na telefonie.

 

Zacznij coś

Symbolicznie. Żeby Twój mózg zauważył, że coś kończysz i że coś zaczynasz.

Ja zaczęłam nowy dziennik, a stary, choć wypełniony ledwie w 3/4, rzuciłam w kąt. Zaskakująco dużo mi to dało. Przede wszystkim: poczucie wolności. Bo z nowym mogę zrobić coś zupełnie innego niż z starym, a zamiast schematu mam czyste kartki. Równie dobra może być nowa codzienna playlista, która skłoni Cię do wyjścia z muzycznej strefy komfortu. Sprowokujesz mózg do stworzenia nowych połączeń neuronowych.

 

Przejrzyj swoje cele…

Obojętnie, czy jesteś jedną z osób, która je spisuje, czy nie – przejrzyj swoje cele. Te postawione lata temu i te z ubiegłego miesiąca. Te duże (osiągnięcie czegoś?) i te mniejsze (przeczytanie *tej* książki). Sprawdź, czy nadal Ci na nich zależy, czy nadal warto poświęcać im energię. Nie daj się zjeść efektowi utopionych kosztów i nie kończ czegoś wyłącznie dlatego, że to zacząłeś/zaczęłaś.

Ja wyrobiłam już w sobie nawyk regularnego sprawdzania tego, czy moje cele nadal są aktualne. Mimo wszystko, gdy wczoraj do tego przysiadłam, znalazłam garść rzeczy, którymi mogę przestać zaprzątać sobie głowę. Na przykład dokończenie jednego projektu i napisanie tekstu do pewnego magazynu. Miło było to wykreślić. Dzięki temu zrobiło się tu więcej miejsca.

 

…i postaw sobie nowe

Prawdopodobnie dziś zależy Ci na czymś, co kiedyś nie przyszłoby Ci do głowy. Spisz swoje nowe cele. Rozplanuj kroki, które doprowadzą Cię do ich odhaczenia. Zacznij je realizować.

Sprawdź, czy Twoje rutyny nadal Ci służą

W niektóre rutyny wpadamy mimochodem (odcinek co wieczór), inne świadomie wdrażamy z nadzieją, że coś nam dadzą (poranne ćwiczenia). Pomyśl, czy jednego z zachowań (bezmyślne scrollowanie feedu koło dwudziestej) nie możesz zastąpić czymś innym, co dobrze na Ciebie podziała (pisanie dziennika). Wprowadź do swojego dnia coś nowego. Może codzienne czytanie książki przed snem, a może wczesna, spokojna herbata co rano zamiast szaleńczego biegu.

Ja wyznaczam sobie nowe, stałe godziny snu i wracam do jogi. Ograniczam też bezmyślne scrollowanie (guilty!).

 

Zrób coś, co wisi nad Tobą od dawna

Niektóre zadania z mojej listy ‚to do’ mają już kilka miesięcy. Bo było mi z nimi jakoś tak… nie po drodze.

Wybrałam sobie jedno z nich, które wykonam do końca tego tygodnia. Właśnie to robię – piszę post. Miałam zrobić to w kwietniu. Ale. W końcu to robię. To dobre uczucie.

 

Domknij coś

To tak naprawdę kontynuacja poprzedniego punktu. Czasami robimy wszystko… poza ostatnim krokiem. I ten ostatni krok nadal zaśmieca nam głowę i powraca do nas w najbardziej irytujących momentach, na przykład przed snem.

Na mojej szafie od miesięcy leżało 5 płyt, które chciałam sprzedać.

I leżało.

I leżało.

Kilka dni temu wystawiłam je na portalu ogłoszeniowym. Część wysłałam już ich nowym właścicielom. Widoczna kątem oka szafa nie wprawia mnie już w konsternację.

 

Zrób coś nowego

Może to być coś prostego – jak wspomniana wyżej playlista na Spotify albo rysunek w innym stylu. Może to też być nowy projekt (wystawa, blog, wolontariat, praca). Sprawdź coś, przetestuj jakieś marzenie, mniejsze lub większe. Zobacz, co z tego wyniknie. Bez konkretnych oczekiwań. Z ciekawością.

Zmień otoczenie

Pojedź gdzieś. Do innego kraju, innej dzielnicy lub pobliskiej wsi. Popracuj z kawiarni. Miej oczy szeroko otwarte. Chłoń to, co dzieje się wokół.

 

Dowiedz się lub naucz się czegoś

Obejrzyj film dokumentalny na temat, o którym nic nie wiesz. Przeczytaj książkę z gatunku, którego zwykle nie tykasz. Wysłuchaj jakiegoś słynnego TedTalka. Pójdź na jakiś otwarty wykład. Zacznij kurs online na dowolny temat. Zacznij uczyć się nowego języka.

Zrób to, bo tak. Nie zastanawiaj się zbyt długo. Odkop w sobie radość i ekscytację związaną z dowiadywaniem się nowych rzeczy.

 

Podejmij się 7-dniowego wyzwania

To daje dodatkowego motywacyjnego kopa. Rób coś codziennie, przez siedem dni. To wystarczająca ilość czasu, by czegoś spróbować i by lepiej się poczuć. To może być dowolna rzecz. Może wiązać się z Twoimi celami – lub zupełnie nie.

Joga codziennie przez tydzień. Lub wyłączanie telefonu o 20. Wstawanie o 6. Wieczorne spacery. Jeden rysunek dziennie. Medytacja. Odhaczanie 3 rzeczy z listy to do. Pisanie dwustu słów. Lekcja Duolingo.

Ważne: wybierz jedną rzecz. Kolejną, jeśli chcesz, możesz zająć się tydzień później. Inaczej tylko Cię to przytłoczy.

 

***

 

Mnie już jest lepiej. Kto wie, może nawet wrócę do regularnego pisania?