Ruszamy w drogę tramwajem numer 15. Wysiadamy pod Pixelem i wkraczamy do Jadalni – równie ładnej jak w moich wspomnieniach. Zamawiamy wegańskie sałatki, bierzemy (pierwszą z wielu) porcję wypiekanego tu pieczywa i zajmujemy się niezwykle istotną kwestią wyboru miejsca do siedzenia. Kryteria? Wysokie krzesła + ładne barwy. Ostatecznie pada na stołki w kolorach pudrowego różu i głębokiej zieleni ustawione w strategicznym punkcie (obok wazonu z kwiatami).

junikowo pamiętnik skok w dzieciństwo wakacje jadalnia

Zjadamy sałatki i (w moim przypadku) tonę satysfakcjonująco słonego pieczywa. Podejrzewam, że dostarczamy obsłudze doskonałej rozrywki urządzając sobie spontaniczną sesję zdjęciową. Cóż, te kwiaty są zbyt ładne by przejmować się opinią pracowników.

Wdech, wydech. Opuszczamy budynek i szybkim krokiem zmierzamy w stronę Junikowa. Ani na chwilę nie przerywamy rozmowy. Tę ulicę kompletnie przebudowano. Tego budynku tu nie było. Zawsze tędy przechodziłyśmy. Okazuje się, że pamiętam tę trasę nieco lepiej niż Misia. Ma to sens – niemal codziennie przebywałam ją tramwajem oraz byłam trochę starsza. Na widok cmentarza odżywają we mnie pierwsze intensywne wspomnienia. Zdaje się, że był on miejscem akcji wielu moich koszmarów – to skutek uboczny czytania fantasy o nekromantach.

junikowo pamiętnik skok w dzieciństwo wakacje
pętla Junikowo po szokującej metamorfozie

Docieramy do pętli tramwajowej i „naszych” okolic. Tu przeżywam pierwszy szok. Pętlę całkowicie przebudowano i zmodernizowano. Wygląda… nowocześnie, miejsko i nijako. Hm. „Za moich czasów” na tramwaj czekało się na wątpliwej urody betonowej platformie. Rozglądamy się. Niektóre sklepy zniknęły. Ostały się jednak takie, których w życiu bym o to nie podejrzewała. Ale gdzie, jeśli nie na Junikowie, przetrwałby sklep z lalkami i guzikami?

Powoli chwytam wynurzającą się spod powierzchni refleksję. Junikowo to… wieś, która korzysta z benefitów wiążących się z udawaniem części miasta. Gdy lądujemy na początku naszej dawnej ulicy, ta świadomość uderza w nas z pełną mocą.

Różnice charakterów nadal są zauważalne. Misia zapobiegawczo przenosi się na środek drogi. Ja z wielką radością zaczepiam wszystkie okoliczne psy i nie przejmuję się zbytnio ich szczekaniem. Zabawiamy się w odkopywanie wspomnień. Pamiętasz ten budynek? Zawsze zastanawiałam się, kim jest jego właściciel. Wyobrażałam sobie, że to jakiś stary człowiek, samotnik unikający ludzi i cieszący się dziczejącym ogrodem. 

junikowo pamiętnik skok w dzieciństwo wakacje dziki ogródv
wieś w mieście

Przekraczamy ostatnie skrzyżowanie. Powietrze wydaje się być naelektryzowane naszymi emocjami. Zerkamy na siebie i dodajemy sobie odwagi. Najpierw ukazują nam się domy sąsiadów. Po chwili ustępują one miejsca temu naszemu.

Patrz, mój balkon! A tam Twoje okna! Są nawet otwarte. Ech, chciałabym wejść do mojego pokoju, ale takiego, jaki był kiedyś. Wkradamy się do ogrodu? Wkradamy! Boże, jak to zarosło. Boję się, że ktoś nas zaraz skrzyczy. Pamiętasz tę kryjówkę? Tu miałyśmy naszą skrytkę. O, a tu była nasza kolonia ślimaków. Myślisz, że ktoś znalazł wszystkie lotki, które wystrzeliłyśmy za płot? Boże, ten wredny pies nadal tu jest. Pamiętasz jak planowałyśmy kradzież bambusa? Tu była drabinka kici! Jakiej kici? NO JAK TO JAKIEJ?!

Mieszanka ekstazy i melancholii. Wszystko wydaje się o wiele mniejsze. O wiele bardziej dzikie i zniszczone. Ale nadal ma swój urok. Odtwarzamy trasę dawnych spacerów. Wąchamy malwy, które nadal tu rosną. Wypatrujemy kotów. Okazjonalnie rzucamy się za nimi w pogoń.

junikowo pamiętnik skok w dzieciństwo wakacje malwy
malwy nadal tu są

Przeżywmy szok, gdy wchodzimy do tunelu, który, mogłybyśmy przysiąc, był kiedyś trzy razy większy. Na szczęście echo zostało takie samo. Z zapałem klaszczę i tupię nogami. Misia parska. Szczerzę się w odpowiedzi.

Idziemy dalej. Czujemy się tak, jakbyśmy oddaliły się od Poznania o 50 kilometrów, a nie nadal w nim były. Zapomniana przez współczesność wieś. Przemykamy pod czujnymi spojrzeniami ludzi opierających łokcie na ułożonych na parapecie poduszkach. Śledzimy koty, zrywamy owoce (nie, Weronika, nie zjemy tego, bo nie wiemy co to) i co chwilę wybuchamy śmiechem. Osiedle będzie miało o czym rozmawiać. Zawracamy. Idziemy cudownie brzydką ulicą, która kiedyś miała jednak ogromną wartość: były na niej najlepsze kałuże. Odwiedzamy mały sklepik. Kiedyś prowadziłyśmy z mamami regularną wojnę o możliwość pójścia do niego. Lody kupione samodzielnie smakowały inaczej niż te kupione pod czujnym spojrzeniem dorosłego.

junikowo pamiętnik skok w dzieciństwo wakacje tunel
ten tunel był przecież ogromny

Postanawiamy odwiedzić też plac zabaw. Siadamy na miniaturowych huśtawkach i wspominamy jak to Misia kiedyś przekonała znajomą, że jestem wampirem. Siadamy na stołach do ping ponga, które zawsze służyły tylko do tego – siedzenia. Przechadzamy się po boisku. Misia mówi, że nadal czuje się tu jak u siebie. Ja nie chcę też dłużej tu zostawać. Plac wywiera na mnie dość przykre wrażenie. Sypie się.

Wpadamy na kolejny genialny pomysł – pójdziemy do pobliskiej cukierni, w której pieczono ulubione ciastka Misi. Jej mama zawsze starała się zniechęcić nas do odwiedzania tego miejsca. Jej wymówką zawsze był zbliżający obiad. Wyobrażam sobie mamę Misi budzącą się z koszmaru w środku nocy. Z ręką na galopującym sercu wykrzykuje: „O BOŻE, MISIA ZJADŁA CIASTKA PRZED OBIADEM!” Dzielę się tą wizją z Misią. Wkraczamy do cukierni zataczając się ze śmiechu. Misia kupuje kilka ciastek, a ja ze zrezygnowaniem pytam, czy któreś są bez mleka w składzie. Pani wskazuje bezy – „to samo żółtko!”. Uśmiecham się i dziękuję. Wychodzimy i siadamy na schodach.
Widziałaś jak brudno tam było? Cicho, ignoruję to! Ej… może to dlatego twoja mama nie chciała tu przychodzić? Moment olśnienia. Znów zaczynamy się śmiać. Zagadka dzieciństwa rozwiązana. Tylko dlaczego ona nigdy nam tego po prostu nie powiedziała?

Ruszamy dalej. Nogi prowadzą nas na cmentarz, który ma naprawdę dużo uroku. Przechadzamy się alejką, a sytuacja staje się coraz bardziej absurdalna. Nasza rozmowa przyjęła nieoczekiwany obrót i dzielimy się ze sobą najbardziej pokręconymi wytworami naszych uśpionych mózgów. Scenerie rodem z dystopii, sny o zabarwieniu niepokojąco-erotycznym i bliskie spotkania z grobami. W pewnym momencie miękną mi kolana i padam na asfalt krztusząc się ze śmiechu. Spokojnie, zmarłym to raczej nie przeszkadza, mówi mi Misia.

junikowo pamiętnik skok w dzieciństwo wakacje aesthetics
#aesthetics

Wakacje nie muszą być imponujące. Czasem wizyta w sąsiedniej dzielnicy skłoni cię do zapełnienia większej ilości stron w dzienniku niż pobyt w innym kraju. Czasem powrót do przeszłości sprawi ci więcej radości niż niecierpliwe odpakowywanie przyszłości. 

Nie każda chwila musi być narzędziem do osiągania długoterminowych celów. Niektóre chwile zyskają na spojrzeniu na nie z dziecięcej perspektywy. Te okrzyki pełne dziecięcej ekscytacji są gdzieś głęboko w tobie. Musisz tylko pozwolić im ujrzeć światło dzienne. Nie karcić ich, nie ganić za bezcelowość, nie racjonalizować. 

O, popatrz, cytrynek! 

3 Thoughts to “Z pamiętnika: skok w dzieciństwo”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *