Ponad rok temu przez blogosferę przetoczył się tag #myfirst7jobs. Czytałam wtedy te teksty i czytałam, zafascynowana ludźmi, którzy tyle już doświadczyli. Wydawali się przebywać całe lata świetlne ode mnie, w mistycznej krainie zwanej dorosłością. (Tak, wtedy jeszcze wierzyłam w jej istnienie.)

Niedawno zorientowałam się jednak, że mam 18 lat i znacznie więcej niż tylko 7 prac za sobą. To wszystko wydarzyło się mimochodem i było skutkiem ubocznym kultywowania ciekawości. Czasem zajmowałam się czymś, by sobie dorobić (kawa, wegański ser i książki kosztują, niestety), a czasem po prostu po to, by się czegoś dowiedzieć. Niezależnie od tego, co mną kierowało: zawsze mnóstwo się przy tym uczyłam. Wszystkie te prace dały mi ogromnie dużo. Każdą z nich traktuję też jako swego rodzaju życiowy level-up. Na danym etapie stanowiły dla mnie wyzwanie, a więc i zmusiły mnie do wyjścia poza moją strefą komfortu. Na liście odnajdziecie mniej i bardziej formalne zajęcia, którym się oddałam.

1. Zrywanie czereśni

Nie pamiętam, kiedy zaczęłam to robić. Lat miałam raczej kilka niż kilkanaście. Dom dziadków prawie z każdej strony otaczały sady czereśniowe. W dzieciństwiem byłam silnie uzależniona od lokalnie produkowanych lodów, a zrywanie czereśni pomagało mi ten nałóg podtrzymywać. Szybko nauczyłam się oszacowywać ile godzin (ile koszyczków) muszę przepracować, by starczyło mi pieniędzy na porządne zakupy. Plusem tej pracy była też zdecydowanie możliwość podjadania dojrzałych owoców. O dziwo, po dziś dzień uwielbiam czereśnie. Praca nie zawsze więc zmienia pasję w nienawiść.

2. Mycie okien

Babcia była zadowolona, a ja czułam się dorosła i bogata. Ot, prosta transakcja.

3. Porządkowanie kwerend muzealnych

Czyli jedna z dziwniejszych rzeczy, jakie zdarzyło mi się robić w życiu. Zajęłam się tym w okresie intensywnego szukania sobie jakiegoś zajęcia. Znajoma mojej mamy tonęła w kwerendach (ankietach) wypełnionych przez muzealników z całej Polski.

Zaprzyjaźniłam się wtedy ze skrótami klawiszowymi i pakietem office. Dowiedziałam się też, co skrywają muzea etnograficzne i które mają największe kolekcje polskich strojów ludowych. #bezcenne

4. Odsprzedawanie książek

Skończyła mi się kasa na książki? Ok, pora sprzedać te, na których mi już nie zależy. W tym czasie poznałam wady i zalety różnorakich serwisów i nauczyłam się nie krzyczeć z frustracji, gdy ktoś nie przychodzi na spotkanie umówione w celu odebrania książki. Zorientowałam się też jak pisać oferty tak, by były one atrakcyjne. Odkryłam, że ludzie rzadko czytają opisy i pytają 50 razy dziennie o to samo. Znalazłam w sobie pokłady cierpliwości, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

5. Przepisywanie pracy magisterskiej

Kontynuacja mojego krótkiego romansu z etnografią i godziny przesiedziane przed laptopem. Praca napisana kiedyś na maszynie wymagała digitalizacji. Dzięki tej przygodzie wiem dziś zaskakująco dużo o Towarzystwie Ludoznawczym, dwóch etnografkach i hafciarstwie… Choć są to dziedziny niepowiązane bezpośrednio z moim życiem, zapoznanie się z nimi było ciekawym doświadczeniem.

6. Praca dzienna w sklepie z włoskimi produktami premium

To był ten moment. Postanowiłam wyjść z domu i kilka godzin dziennie poświęcić innemu wycinkowi rzeczywistości. To była prawdziwa szkoła życia i do dziś jestem wdzięczna za tę możliwość, którą mi wtedy dano. Inwentaryzacja, płatności, klienci, kurs baristyczny, przebywanie w otoczeniu włoskiej kultury i języka – to było coś.

7. Tłumaczenia

Praca z miłości. Do języka angielskiego, naturalnie. Początkiem mojego love story była lektura „Przejęzyczenia”. Później zadziałał efekt kuli śnieżnej. Tłumaczenia to jedna z rzeczy, którymi zajmuję się dzisiaj, choć już nie tak często jak kiedyś. To ta praca nauczyła mnie codziennego dreptania do kawiarni z laptopem i książką. W domu rzadko mogłam wystarczająco się skupić. Dopiero z biegiem czasu uświadomiłam sobie, jak bardzo skomplikowane i wymagające jest to zajęcie. Ludzie spoza tego światka myślą, że praca tłumacza to tylko przepisywanie odpowiedników słów z danego języka (nie, to wcale tak nie wygląda).

To też jedna z prac, która dała mi najwięcej. Pogłębiła moją znajomość języków (obcych i ojczystego), poszerzyła wiedzę na niezwykłych obszarach (let’s talk about narrative therapy, shall we?) i pozwoliła mi odczuć niesamowitą satysfakcję. Ogrzewała mnie świadomość, że dzięki mojemu stukaniu w klawiaturę, ktoś zyskuje możliwość zetknięcia się z danym tekstem lub filmem.

Co dalej?

Tak jak wspomniałam na początku: było tego znacznie więcej. W międzyczasie nauczyłam się przeprowadzać research, zaczęłam robić korekty różnorakich tekstów, a nawet budować i uzupełniać w treści strony internetowe. Po drodze nieomal zostałam mentorką w szkole demokratycznej (w końcu jednak nie przeprowadziłam się do Warszawy), zaczęłam doradzać moim rówieśnikom w kwestiach edukacyjnych i prowadzić profile w social mediach. Obecnie nieustannie rozwijam swoje kompetencje, szukam swojego miejsca na rynku pracy i poznaję bliżej niektóre intrygujące mnie firmy.

 

Tak, robię dużo rzeczy naraz. Robię to dlatego, że daje mi to najwięcej satysfakcji. Nie lubię monotonii, wolę elastyczność i interdyscyplinarność. Przy pracy chcę się dobrze bawić i ciągle rozwijać.

BONUS: Jak dostać pracę w młodym wieku?

Często słyszę to pytanie. Ludzi zaskakuje to, że w wieku licealnym mam już tyle zajęć za sobą. A wiec… jak ją dostać?
Prosić o nią. 
Poważnie. Praca to tak naprawdę ułatwianie komuś życia, wyręczenie go w zamian za pieniądze (lub innego rodzaju gratyfikację). Rozejrzyj się – komu mógłbyś / mogłabyś jakoś pomóc? Możesz nawet spytać o to na Facebooku. Z czym dobrze sobie radzisz? Zacznij od drobnych rzeczy. Czasem warto jest wykonać ich kilka za darmo, by dać się poznać jako kompetentna osoba.


Później, gdy poczujesz, że przyszła pora na level-up…
Przeglądaj oferty. Zaglądaj do okolicznych lokali. Sprawdź, czy Twoje ulubione miejsca nie poszukują pracowników. Aplikuj. Naucz się pisać dobre CV (czy wpis o tym mógłby się komuś przydać? dajcie znać), wyróżnij się z tłumu. Mów szczerze i otwarcie o swoich umiejętnościach. Chcesz spróbować pracy na zlecenie? Być może przyda Ci się strona internetowa. Zbieraj doświadczenie. Udzielaj się wolontariacko. Kolekcjonuj referencje. Poznawaj ludzi. Mów, czym się zajmujesz. Proponuj pomoc. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zbyt młoda / młody. Rób.

Jakie prace macie za sobą? Czego Was one nauczyły? Macie już na koncie pierwszą siódemkę?

  • noirra

    Hej, skąd bierzesz zlecenia na tłumaczenia? Po znajomości czy szperasz na jakichś stronach internetowych? Pytam, bo sama zastanawiam się nad taką pracą tylko nie do końca wiem, jak zacząć 🙂

    • Hej! Nie zastanawiaj się tylko próbuj. Popytaj głośno w kręgu znajomych znajomych, znajdź pierwszego klienta, a potem pracuj z polecenia. Warto też udzielać się na wszelkich grupach i tam czasem wyłapywać, ale też bez przesady.