23 czerwca o godzinie 12:20 napisałam:

5 minut temu domofon, a 2 minuty temu mama weszła do mojego pokoju z tajemniczym uśmiechem. Takie niespodzianki lubię najbardziej ❤️

Czy naprawdę muszę dodawać coś jeszcze?

czytaj dalej

Dzięki mojej niesamowitej mamie zaczytuję się w książkach od wczesnego dzieciństwa. Pierwszą samodzielnie przeczytaną przeze mnie pozycją był „Potop”. Nie no, żartuję. :> Faktem jest jednak, że było to jedno z pierwszych słów, które odszyfrowałam ucząc się liter. Fascynowało mnie stojące na półce ogromne tomiszcze z pięcioma czarnymi literami na grzbiecie. Grube tomy lubiłam zawsze, jako bodajże drugoklasistka zaczytywałam się w całkiem obszernych powieściach Cornelii Funke, w wieku 10 lat przeczytałam natomiast „Władcę pierścieni”. W podobnym czasie zakochałam się też w serii o Harrym Potterze. Pamiętam, że pierwszy tom przeczytałam w wakacje, które później upłynęły pod znakiem magii, tajemniczych szkół i machania patykami. Tfu, różdżkami.

„Kamień filozoficzny” i „Księcia Półkrwi” znam na pamięć. Myślę, że czytałam je kilkanaście razy. Dlaczego akurat te dwie części? Cóż, tylko one stoją na mojej półce. Po moich pierwszych wakacjach z Potterem nie mogłam czekać aż ktoś sprezentuje mi kolejne tomy, potrzebowałam ich TERAZ ZARAZ. Pomogła mi w tym szkolna biblioteka, z której każdy tom wypożyczyłam kilkukrotnie. Nieodwołalnie wpadłam wtedy w świat wykreowany przez Rowling.

“Harry — I think I’ve just understood something! I’ve got to go to the library!”
And she sprinted away, up the stairs.
“What does she understand?” said Harry distractedly, still looking around, trying to tell where the voice had come from.
“Loads more than I do,” said Ron, shaking his head.
“But why’s she got to go to the library?”
“Because that’s what Hermione does,” said Ron, shrugging. “When in doubt, go to the library.”

Dwa lata temu wybrałam się na wakacje ze zbyt małą ilością książek, w ostatnich dniach, cierpiąc, czytałam coś na telefonie. W pewnym momencie mnie olśniło – między rzeczami młodszego rodzeństwa pałętał się „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”. Wtedy po raz pierwszy od czasów szkoły podstawowej powróciłam do tej serii. W głowie zaczął mi też kiełkować pomysł prześledzenia losów młodego czarodzieja raz jeszcze. Po powrocie do domu znalazłam się jednak w otoczeniu wielu innych książek i najzwyczajniej w świecie o tym zapomniałam.

Kilka miesięcy temu zaobserwowałam, że ludzie znów rzucili się na Pottera. (Miało to związek z ogłoszeniem przedstawienia związanego z serią.) Sama również nabrałam na to ochoty. Postanowiłam, że tym razem zrealizuję plan, dodałam jednak do niego jeszcze jeden element – język angielski. Nie sprawia mi on kłopotu, a chciałam nadać reczytaniu dodatkowego znaczenia i sprawdzić, jak naprawdę pisze Rowling. Nie ujmuję tu niczego tłumaczeniu, na którym się wychowałam.

‚Honestly, if you were any slower, you’d be going backwards.’

Malfoy, jak zwykle pełen uroku

Moja mama połączyła siły ze znajomą mieszkającą w UK i w ubiegłym miesiącu wręczyła mi to piękne wydanie – za co nie przestanę tej dwójce dziękować. 🙂 Tom drugi, bo z pierwszym zmierzyłam się stosunkowo niedawno i nie miałam ochoty czytać go ponownie. Kupię go jednak kompletując kolekcję. Książkę zaczęłam już przed Bookathonem, ale zarzuciłam lekturę na stronie 177. Z przyjemnością do niej wróciłam po rozprawieniu się ze wszystkimi wyzwaniami. Tak czy owak – „Harry Potter and the Chamber of Secrets” doskonale wpasowuje się w jedno z nich, bo to zdecydowanie moja wakacyjna miłość.

 

Doceniam

współtworzenie mojego dzieciństwa. Wpływ na moje sny. Niesamowity Hogwart. Cudowne postaci. Historie, których się nie zapomina i które można przeżywać w nieskończoność. Magię.

Narzekam

co najwyżej na to, że Rowling pominęła pewien drobiazg – Harry i Ron wędrują po Hogwarcie pod peleryną niewidką, dbając o to, by nikt się o tym nie dowiedział. Bez problemu. wracają do pokoju wspólnego Gryfonów. Bez wypowiedzenia hasła. Poważniejszej wady nie potrafię się doszukać, czepiam się więc tylko dla zasady. Możliwe jednak, że to miłość mąci mój wzrok.

Moje wrażenia

Powrót do Pottera po tylu latach to, nomen omen, magiczne doświadczenie. Nadal go uwielbiam, nadal bawię się przy nim równie dobrze. Tym razem przeżyłam lekturę nieco inaczej, miałam też do niej większy dystans – to nie zmniejszyło jednak przyjemności. Ponadto wreszcie mogę powiedzieć, że zakochałam się w tym, jak pisze Rowling. Słowa, zdania, akapity – są dokładnie takie, jakie być powinny. I zmuszają do przerywania lektury w celu notowania cytatów.

 

Instrukcja obsługi „Harry Potter and the Chamber of Secrets”

Poinformuj rodzinę i znajomych, że przez najbliższych kilka godzin będziesz w Hogwarcie. Wymuś na nich obietnicę, że nie będą Ci przeszkadzać. Przygotuj kilka czekoladowych żab na wypadek ataku głodu. Ciesz się każdym słowem.

Pytanie do Was

Ile razy czytaliście Pottera?

Bookathon to tygodniowe wyzwanie książkowe. Uczestnik ma za zadanie przeczytanie pozycji wpisujących się w wymyślone przez organizatorów kategorie. Wyzwań jest siedem, sześć z nich narzuca wybór książki, a siódme namawia do przeczytania 1500 stron w czasie trwania maratonu. Wyzwania to: wakacje z duchami; rozpoczęcie lub dokończenie serii, autor o twoim imieniu lub inicjałach, lato z kryminałem, książka z twoim zawodem, wakacyjna miłość. Wykonałam już wszystkie, teraz celem jest jak największa liczba stron. Przeczytałam ich już 1670. Dziś trwa szósty dzień Bookathonu.