Nieustannie towarzyszy mi przeświadczenie, że wszystkich oszukuję. Chyba podstępem sprawiłam, że ludzie pytają mnie o moje zdanie lub, o zgrozo, chcą ze mną współpracować. Kilka miesięcy temu ktoś podesłał mi link do artykułu, który na dobre zakodował się w mojej podświadomości. Opowiadał on o tak zwanym syndromie oszusta. Odkąd przeczytałam tamten tekst, to pojęcie regularnie odbija mi się czkawką. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie czuję się wystarczająco dobra. I najwyraźniej nie jestem w tym jedyna.

kolaż Weronika Zimna

Cytując Wikipedię:

Syndrom oszusta jest psychologicznym zjawiskiem powodującym brak wiary we własne osiągnięcia. Pomimo zewnętrznych dowodów własnej kompetencji, osoby cierpiące z powodu tego syndromu pozostają przekonane, że są oszustami i nie zasługują na sukces, który osiągnęły. Przyczyn sukcesu upatrują w szczęściu, sprzyjających okolicznościach bądź w rezultacie bycia postrzeganym jako osoba bardziej inteligentna i kompetentna niż w rzeczywistości. Co warte odnotowania, syndrom oszusta jest szczególnie powszechny wśród wysoko postawionych kobiet.

„Zaprosili nas do radia, chodź ze mną!” Taką wiadomość wysłała mi kilka miesięcy temu moja przyjaciółka z fundacji, w której działam. Zamurowało mnie. Sformułowanie odpowiedzi zajęło mi sporo czasu. W końcu napisałam: „Wow! Dzięki wielkie za propozycję, ale to chyba nie jest najlepszy pomysł. Lepiej będzie, jeśli pójdzie z Tobą ktoś bardziej kompetentny ode mnie, X albo Z były już w radiu, wiedzą też więcej na temat naszych działań i lepiej o nas opowiadają.” Wzięłam głęboki oddech. Pożar został ugaszony. Tak mi się przynajmniej wydawało. Kilka minut później rozległ się dzwonek mojego telefonu. „Weronika, no co Ty! Świetnie sobie poradzisz, widziałam Cię już w akcji, a poza tym X i Z wtedy nie mogą.” W rozmowie musiało zajść jeszcze zawstydzająco dużo przekonywania, bym mogła drżącym głosem powiedzieć „tak”.

 

Pewnie, czasem czegoś po prostu nie umiemy i wtedy warto to zaznaczyć. Podejmowanie się zadań, o których nie mamy bladego pojęcia… na ogół nie jest najlepszym pomysłem. To jednak nie był ten przypadek. Audycja poszła nam całkiem dobrze. Ponadto po jej zakończeniu odbyłam bardzo cenną rozmowę z prowadzącą, Hanną Zielińską, która powiedziała mi, że moja reakcja była bardzo standardowa. Skierowała też moją uwagę na ciekawe zjawisko. Otóż gdy dzwoni do jakiegoś faceta, by zaprosić go do audycji, ten zwykle mówi „w porządku, kiedy?” Gdy to samo pytanie zadaje kobiecie, otrzymuje zgoła inną odpowiedź: „Hm, nie jestem pewna… Na jakie dokładnie tematy będziemy rozmawiać? Czy dostanę listę pytań? Chciałabym dobrze się przygotować„.

Z syndromem oszusta najczęściej zmagają się właśnie kobiety. W konsekwencji nieustannie kwestionują swoją wartość i wzrastają w przekonaniu, że są niewystarczające dobre. We wszystko wkładają dziesięć razy więcej wysiłku, bo mają poczucie, że na coś nie zasługują. Uważają, że znajomi i przełożeni je przeceniają, a jakikolwiek komplement jest skutkiem misternie utkanej przez nie iluzji. Często sabotują swoje działania i nie korzystają z pojawiających się okazji. Nie doceniają też swoich osiągnięć – te zwykle są zasługą przypadku. Swoje porażki natomiast automatycznie uznają za skutek swojego braku kompetencji. Żyją w ciągłej gotowości: tylko czekają na to, by reszta świata zorientowała się, że są zwykłymi oszustkami.

  • Dostałam się gdzieś?  To musi być pomyłka. Ewentualnie aplikacje wysłali tylko bardzo kiepscy kandydaci.
  • Wygrałam w konkursie? Dobra ocena? Miałam szczęście.
  • Ktoś prosi mnie o radę? Udzielę jej, ale po chwili zacznę odczuwać silną potrzebę ucieczki z miejsca zbrodni – przecież ja nic nie wiem. Kim ja jestem, by udzielać komuś rad?
  • Mam wycenić efekty mojej pracy? Boże, zostanę wyśmiana, jeśli napiszę tę kwotę, powinnam się cieszyć, że ktoś chce mi cokolwiek zapłacić.
  • Dostaję komplement? Dziękuję, ale płoną mi policzki, bo wiem, że na niego nie zasłużyłam.

Prawdziwym olśnieniem było dla mnie odkrycie, że nie jestem w tym jedyna i że nawiedzające mnie myśli… niekoniecznie są zgodne z prawdą. Są wypadkową wzrastania w kulturze, która każe nam umniejszać swoje osiągnięcia, a dziewczynki uczy dodatkowo siedzenia cicho i ze złączonymi nogami. Czy to jeszcze skromność, czy może jednak już pranie mózgu?

Niedawno poznałam bliżej niesamowicie inteligentną dziewczynę, której największym marzeniem jest wydanie powieści, najchętniej za oceanem. Z ciekawością przeczytałam kilka rozdziałów jej projektu” – bo tym właśnie mianem określa swoją twórczość. Nie ośmiela się nazwać jej książką lub czymkolwiek poważniej brzmiącym. Tymczasem pisze ona lepiej niż niejeden opublikowany już autor. Byłam w szoku. Po dłuższym zastanowieniu przestało mnie to jednak dziwić.

 

Cały ten temat powrócił do mnie wczoraj wieczorem. Obejrzałam poniższego vloga K Anielak, która wzięła udział w zorganizowanym przez MamyGłos spotkaniu z Anną Dziewit-Meller. W swoim filmie umieściła fragment wypowiedzi pisarki. Skoro nawet Anna Dziewit-Meller wątpi w swoje literackie umiejętności… moje wątpliwości na temat prowadzenia tego bloga powoli się rozwiewają. Jestem pewna, że jeszcze nieraz do mnie wrócą, ale teraz łatwiej będzie mi się z nimi uporać.

Jesteś wystarczająco dobra / wystarczająco dobry

Jesteś wystarczająco dobra / wystarczająco dobry, by spróbować.
Jesteś wystarczająco dobra / wystarczająco dobry, by ludzie chcieli poznać Twoje zdanie.
Jesteś wystarczająco dobra / wystarczająco dobry, by przyjąć otrzymaną propozycję.
Jesteś wystarczająco dobra / wystarczająco dobry, by nazywać siebie pisarką, pisarzem lub kimkolwiek innym.
Jesteś. I ja też jestem.

Prośba

Powiedz wątpiącej w siebie osobie, że jest wystarczająco dobra. Pewnie Ci nie uwierzy, ale chociaż troszkę ją to wzmocni. Możesz też podesłać jej ten tekst. Ja chciałabym dowiedzieć się tego wszystkiego kilka miesięcy temu.

 

Czy kiedyś czułaś się niewystarczająco dobra? / Czy kiedyś czułeś się niewystarczająco dobry?