Pobyt na wsi nie pokrzyżował mi planów, telefon zmieniłam w modem i nabyłam ebooka „Harry Potter and the Cursed Child” lub, jak kto woli, „Harry Potter i przeklęte dziecko” w dniu premiery. Nie mogłam czekać. Już dzień później napisałam coś na kształt recenzji – chyba zresztą pierwszej w Polsce. Od dawna o żadnej książce nie było tak głośno. Internet zwariował, fani oszaleli. Hasło reklamowe wywołało prawdziwą burzę.

The Eighth Story. Nineteen Years Later.

Gubiliśmy się w domysłach, żywiliśmy okruchami informacji. Ósma historia okazała się być scenariuszem sztuki teatralnej, którą szczęśliwcy (i zapewne również bankruci) będę mieli okazję zobaczyć w Londynie. Pozostali muszą zadowolić się skryptem. I wiecie co? On wcale nie jest taki zły.

cytaty, fragment, Harry Potter and the Cursed Child, Harry Potter i przeklęte dziecko, książki, ósma część, premiera, recenzja, sztuka, na scenie, londyn, teatr

W dyskusjach dotyczących sensu czytania „Przeklętego dziecka” najczęściej natykałam się na komentarze pokroju tego:

„Po co w ogóle czytać sztukę/scenariusz?!”

Tak, sztuka to utwór, który najlepiej wypada na scenie. A jednak… czytamy Romeo i Julię Szekspira czy Tango Mrożka. Z lektury sztuki nadal można czerpać przyjemność, a człowiek przyzwyczaja się do formatu już po kilkunastu stronach. Czy możemy więc uznać ten argument za obalony i przejść dalej, proszę?

 A o co w ogóle chodzi?

Spotykamy 37-letniego Harry’ego, który wraz z Ginny odprowadza swoje dzieci na peron 9 3/4. James, jego starszy syn, wraca do Hogwartu, a Albus jedzie tam po raz pierwszy. Młodziutka Lily dołączy do nich w kolejnych latach. Do pociągu wskakuje też Rose, córka Hermiony i Rona. Wtedy jeszcze trzyma się z Albusem, przyjaźń ta zostaje jednak zaprzepaszczona w momencie, w którym Albus postanawia dosiąść się do Scorpio, syna Malfoya.

To przede wszystkim wokół Albusa i Scorpio toczy się większa część tej historii. Sporo ich łączy. Obaj nie są zbyt szczęśliwymi dziećmi, nie przepadają też za swoimi ojcami i gardzą quidditchem. Albusa męczą spojrzenia, które przyciąga Harry oraz oczekiwania, których nie umie spełnić. Chłopcy trafiają do Slytherinu, co tylko pogłębia przepaść między Albusem i jego popularnym bratem (oczywiście Gryfonem) oraz słynnym ojcem. Scorpio męczą nieustające pogłoski o tym, że jest synem Voldemorta. Przyjaciele wspólnie izolują się więc od pozostałych uczniów.

W pewnym momencie Albus wpada na (sarkazm) doprawdy znakomity (koniec sarkazmu) pomysł. Postanawia naprawić jeden z błędów swojego ojca i zmienić przeszłość. Postanawia cofnąć się w czasie.

„And there is a giant whoosh of light. A smash of noise. And time stops. And then it turns over, thinks a bit, and begins spooling backwards, slow at first . . . And then it speeds up. And then there’s a sucking noise. And a BANG.”

W plan wciąga swojego niezbyt asertywnego przyjaciela i, cóż, rozpoczyna ciąg dość niesamowitych (i niewiarygodnie idiotycznych) zdarzeń. To efekt motyla w Hogwarcie. Jakby tego było mało – Harry’ego, po raz pierwszy od 19 lat, rozbolała blizna. 

cytaty, fragment, Harry Potter and the Cursed Child, Harry Potter i przeklęte dziecko, książki, ósma część, premiera, recenzja, sztuka, na scenie, londyn, teatr


Doceniam

przede wszystkim możliwość powrotu do świata, w którym z radością nurzałam się przez całe dzieciństwo. Ja też oddałabym wszystko, by tam wrócić.

„—Hogwarts is a big place.
 —Big. Wonderful. Full of food. I’d give anything to be going back.”

Wspaniałym elementem „Przeklętego dziecka” jest garść świetnie wykreowanych bohaterów, a w szczególności – Scorpio i Albus. Ich relacja została misternie utkana, a rozmowy chłopców śledzi się z prawdziwą przyjemnością. Swoją drogą – ze Scorpio wyrasta nowa Hermiona, co uważam za niesamowicie urocze:

SCORPIUS: My point is, there’s a reason we’re friends, Albus — a reason we found each other, you know? And whatever this — adventure — is about . . . Then he spots a book on the shelf that makes him frown. Have you seen the books on these shelves? There are some serious books here. Banned books. Cursed books.
ALBUS: How to distract Scorpius from difficult emotional issues. Take him to a library.

Muszę przyznać, że nie tylko wymiany zdań Albusa i Scorpio są godne uwagi. Interakcje to jedna z najmocniejszych stron tej sztuki. Są bardzo naturalne i realistyczne, czytelnik płynie przez zapisy rozmów bez najmniejszego wysiłku. Czułam się, jakbym podsłuchiwała żyjących ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z obserwującej ich widowni.

„GINNY: You talk a lot of rubbish.
RON: I consider it my speciality. That and my range of Skiving Snackboxes. And my love for all of you. Even Skinny Ginny.
GINNY: If you don’t behave, Ronald Weasley, I will tell Mum.
RON: You wouldn’t. (…) Nothing scares me. Apart from Mum.

Swój urok ma też powrót do znanych już nam postaci. Dzięki podróżom w czasie znów spotykamy chociażby Minervę McGonagall czy uwielbianego przez wielu profesora Snape.

„There’s a moment of pure silence. And then SNAPE does something hugely unusual — he smiles.”

Cieszę się też, że wreszcie zerwano z wizerunkiem Harry’ego Pottera, który niczego się nie boi. Otóż, moi drodzy, Harry boi się… gołębi.

„HARRY: You told me you don’t think I’m scared of anything, and that — I mean, I’m scared of everything. I mean, I’m afraid of the dark, did you know that?
ALBUS: Harry Potter is afraid of the dark?
HARRY: I don’t like small spaces and — I’ve never told anyone this, but I don’t much like — (he hesitates before saying it) pigeons.
ALBUS: You don’t like pigeons?
HARRY (he scrunches up his face): Nasty, pecky, dirty things. They give me the creeps.”

I chyba to właśnie urzekło mnie mnie w „Przeklętym dziecku” najbardziej. Nie, nie gołębie. Humor. 

Pod tym cytatem warto jeszcze zauważyć, że Harry Potter w tej sztuce staje się wreszcie wiarygodną postacią. Przyznaje, że jego okropne dzieciństwo zostawiło po sobie ślad, boi się małych pomieszczeń, a Dursleyowie wracają do niego w koszmarach. To również doceniam.

Narzekam

na fabułę. I jeszcze trzydzieści trzy razy na fabułę. Ona jest po prostu niesamowicie głupia, koniec, kropka. Jeśli chcecie przeczytać o co dokładnie mi chodzi – zaznaczcie obszar niżej tak jak przy kopiowaniu tekstu. Oczywiście, kryją się tam cudowne, ogromne, niewybaczalne SPOILERY, więc robicie to na własną odpowiedzialność.

PORA NA SPOILERY! Pogłoski, które krążyły po sieci przed premierą okazały się być prawdziwe. Zapoznałam się z nimi dopiero po lekturze, bo wcześniej nie chciałam jej sobie zepsuć. A więc: młodzi Albus i Scorpio mieszają w czasie. Bardzo. Starają się uratować Cedrika przed śmiercią w Turnieju Trójmagicznym. Każda kolejna próba sprawia, że teraźniejszość staje się coraz gorsza. Ludzie umierają, dzieci się nie rodzą, a przyjaźnie nie zawiązują. W pewnym momencie lądują nawet w alternatywnej rzeczywistości, w której właśnie trwają przygotowania do… Voldemort Day, Dnia Voldemorta. Śmiałam się w głos, gdy natrafiłam na ten fragment. Dyrektorką Hogwartu jest tam Umbridge, która, oczywiście, opowiedziała się za zwycięską stroną. Harry w tej wersji historii zginął już lata temu. 

A teraz, uwaga, pora na największy idiotyzm z możliwych: VOLDEMORT NAPRAWDĘ MIAŁ CÓRKĘ. Którą spłodził z Bellatrix Lestrange. Litości. Po lekturze sceny, w której autorzy ujawniają tę rewelację, moja wyobraźnia wyprodukowała obraz walącej się, brudnej chaty z dużym łóżkiem na środku i Bellatrix gładzącej Voldemorta po braku nosa. Kurtyna. Moja wyobraźnia nigdy nie zawodzi. 

Delphi, córka Sami Wiecie Kogo, nigdy nie chodziła do Hogwartu. Otrzymała ona pewną przepowiednię i teraz, już jako młoda kobieta, chce pomóc jej się wypełnić i przywrócić Voldemorta do życia. To Delphi za pomocą manipulacji i magicznych sztuczek prowokuje większość wydarzeń mających miejsce w „Przeklętym dziecku”. Notatka na marginesie: Delphi jest wężousta i potrafi latać. Ma to po tatusiu. :’)
KONIEC SPOILERÓW!

Poza tym znane nam doskonale postaci czasem wydają się cierpieć na syndrom bycia out of character – zachowują się jakby nie były sobą… Harry bywa idiotycznie i nieprawdopodobnie złym ojcem, Snape się uśmiecha (no dobra, ten moment, choć jest szokujący, tak naprawdę mi się spodobał!), a Hermiona czasem zachowuje się zaskakująco nieodpowiedzialnie. To, niestety, tylko pierwsze z brzegu przykłady.

Inna rzecz, drobna, lecz irytująca: ktoś wspomina, że w Hogwarcie skradziono kilka nietypowych składników do eliksirów. Dodam, że dokładnie tych składników, których używa się do przygotowania eliksiru wielosokowego. Jaka jest reakcja przysłuchujących się temu Harry’ego, Rona i Hermiony? Żadna. Bo dlaczego niby mieliby je rozpoznać? Pf.

„SCORPIUS: Okay, two points, one, is it painful?
TAJEMNICZA POSTAĆ: Very — as I understand it.
SCORPIUS: Thank you. Good to know. Second point: Do either of you know what Polyjuice tastes of? Because I’ve heard it tastes of fish and if it does I will just vomit it back up. Fish doesn’t agree with me. Never has. Never will.”

Od wczoraj gryzie mnie też ta uparta hetero-normatywność książki, która nie pozwala rozwinąć się niektórym wątkom w kierunku, który czytelnikowi wydaje się dość oczywisty. UKRYTE WYJAŚNIENIE: Albus i Scorpio zdecydowanie powinni być razem, w porządku? KONIEC UKRYTEGO WYJAŚNIENIA

cytaty, fragment, Harry Potter and the Cursed Child, Harry Potter i przeklęte dziecko, książki, ósma część, premiera, recenzja, sztuka, na scenie, londyn, teatr

Moje wrażenia

Tak, część poświęcana moim narzekaniom jest dość długa. A jednak… bawiłam się świetnie. Znów znalazłam się w tym niesamowitym świecie, wielokrotnie śmiałam się w głos i nie mogłam się oderwać. To nie jest zbyt dobra książka, ale, na szczęście, nadal jest to dobra rozrywka.

„Przeklęte dziecko” otrzymuje ode mnie rozmazane 3 gwiazdki na 5 możliwych. To rozmazanie to taki wybieg, bo, jak dobrze ujęła to moja znajoma, każda ocena będzie dla tej sztuki krzywdząca. Ciężko ocenić ją jako oddzielną pracę. Nie da się uniknąć porównywania jej do serii, na tle której wypada… blado. Ocena wynika w sporej części z sentymentu, ale też zachwytu nad relacją Scorpio i Albusa, cudownych interakcji i wielu zabawnych scen. Nie jestem jednak w stanie zignorować faktu, że fabuła jest, cóż, dość durna.

Instrukcja obsługi „Przeklętego dziecka”

Nie traktuj tego jak ósmego tomu serii, a się nie zawiedziesz. Pamiętaj, że Rowling tak naprawdę nie jest autorką, a treść scenariusza była z nią jedynie konsultowana. Podejdź do „Przeklętego dziecka” z myślą, że to po prostu miły dodatek, możliwość powrócenia do ukochanego świata. Ciesz się humorem i świetnie napisanymi postaciami, pozwól sobie też na garść facepalmów w momentach, w których fabuła staje się zbyt głupia. Spędź ze scenariuszem miłe popołudnie, nie pomstuj na Rowling i wyobraź sobie jak wspaniale musi to wszystko wyglądać na scenie.

Pytania do Was:

Przeczytacie „Przeklęte dziecko”? Dlaczego tak/nie?

PS Polskie wydanie będziecie mogli zakupić 22 października, niecierpliwym polecam jednak sięgnięcie po angielską wersję. Język nie jest nadmiernie skomplikowany, obawiam się również, że kilka doskonałych żartów sytuacyjnych może zaginąć w tłumaczeniu. Ebooka kupicie na Amazonie, a papierową wersję na BookDepository. Nie zapłacicie tam za przesyłkę, a oryginalne wydanie w twardej oprawie wydaje mi się być warte swojej ceny. Na paczkę najprawdopodobniej poczekacie tydzień, ewentualnie dwa. To nadal znacznie wcześniej niż 22 października. 🙂